czwartek, 16 lutego 2017

Zaklinanie publiczności

Stało się! „Zaklinacz psów” Cesar Millan już wkrótce pojawi się w Polsce ze swoim SHOW.
Nie ukrywam, że nigdy nie darzyłam sympatią pana CM. Myślę jednak, że wypada podejść do tematu na chłodno i wyjaśnić w czym rzecz.

Jak trafnie zauważył Łukasz Wacławski w swoim wpisie na tentemat – „ z reguły błądzi ten, kto przedstawione metody próbuje kopiować, bez głębszego zrozumienia natury zwierzęcia, sposobów kształtowania zachowań, a także specyfiki pracy z właścicielami”. Mało tego, zgadzam się również z twierdzeniem, że „wyrabianie opinii w oparciu o telewizyjne show nie jest najlepszą drogą do oceny człowieka i stosowanych przez niego metod”. Rzeczywiście, pana Millana nie miałam okazji poznać, nie mogłam przyjrzeć się jego codziennej pracy z psami. Nie mnie go oceniać. Tu jednak pojawia się małe, lecz istotne „ALE”.

Podobnie jak każdy czytelnik może mieć swoje zdanie dotyczące niniejszego wpisu (zupełnie wyrwanego z kontekstu mojej pracy), tak każdy telewidz – w tym również „kolega po fachu” ma prawo wyrobić sobie opinię na temat samego show. Jako psycholog, na co dzień pracujący z ludźmi – w tym głównie właścicielami psów – nie mogę też przestać wyobrażać sobie ewentualnych skutków, jakie program „Zaklinasz psów” pociąga za sobą. Nie raz zdarzało mi się wraz z klientami naprawiać błędy, których narobili święcie wierząc w obrazki pokazywane w telewizji.

Przejdźmy do meritum. Sam temat stosowania metod awersyjnych nadaje się na osobny wpis (który niniejszym popełnię w następnej kolejności, żeby nie rozwlekać tego tekstu). Osobowość CM ma taką, jaką ma – można go lubić, albo nie, ale taki jest i podziw dla niego, że umie się sprzedać (i to na jaką skalę!). Nie ma też co się obrażać i wylewać dziecka z kąpielą, bo facet przemyca sporo dobrego (odsyłam do poprzedniego wpisu), zwłaszcza w społeczeństwie amerykańskim, które zdaje się zapominać, że PIES TO PIES.  Kluczowy problem tkwi, moim zdaniem, w specyfice przekazu medialnego (a może też trochę w kulturze macho, która każe jasno zaznaczać, kto tu rządzi).
Mamy oto program, który pokazując wyrywkowo fragmenty z psami, ogłasza światu kolejne cuda. Ot, facet bierze psa, pies się rzuca, jest poza kontrolą etc., a za 15 minut potulnie maszeruje przy nodze. Jakież to rodzi oczekiwania! Myśli sobie przeciętny Kowalski – wezmę psa, założę mu dławik, szarpnę trzy razy, pies odnajdzie „naturalny stan uległości i spokoju” i nasze życie będzie usłane różami… Cóż, nie ma róży bez kolców.

Oglądamy jak zaklęci kolejne nawrócone psy i zapominamy, że to tylko fragmenty wyrwane z kontekstu. Że nie da się psa „naprawić” za pomocą czarodziejskiej różdżki. Że niemal cała praca z psem to praca na co dzień – właściwe nawyki, rytuały, zaspokajanie psich potrzeb, budowanie relacji. Że trening to tylko mały kawałek, służący wyjaśnieniu psu naszych oczekiwań, nauczeniu go zwrotów, których używamy etc. Ba! Trening to pół biedy, tu mówimy o terapii behawioralnej.

Temat presji, czy wręcz przemocy oraz tego, jak łatwo zacząć nawykowo chodzić drogami na skróty, kiedy znajdzie się „magiczne narzędzie” (nie ma znaczenia, czy będzie to obroża elektryczna, dławik, czy….kliker!), zostawmy sobie na wpis o awersji. Tu chciałabym się skupić jedynie na (zupełnie subiektywnej) liście zagrożeń, jakie program „Zaklinacz psów” niesie za sobą:
- bezmyślne naśladowanie technik (nawet nie metod) wyrwane z kontekstu,
- zapominanie o tym, że każde zachowanie ma swoją przyczynę (w organizmie lub środowisku),
- pomijanie specyficznych potrzeb konkretnego psa i wchodzenie w schemat (np. pies robi coś źle, następuje szybka korekta i…..nic poza tym),
- pomijanie znaczenia relacji z psem, w imię pracy nad samymi zachowaniami (kojarzy mi się tu trochę dr House, który powtarzał, że leczy choroby, a ludzie go nie interesują…)
- nieprawidłowe użycie pokazanych narzędzi,
- zapominanie, że pies to żywe, czujące stworzenie, a nie tylko mechanizm do zaprogramowania (radykalny behawioryzm jest nieco… archaiczny),

I wreszcie (last, but not least):
- nadmierne stosowanie presji, korekt itp. (każdy dobry szkoleniowiec – również ten wykorzystujący narzędzia awersyjne wie, że na każdą korektę musi przypadać masa pozytywnych doświadczeń, a każda kara/korekta musi być dla psa przewidywalna i łączyć się z nauką zachowań alternatywnych),
- bezpośrednie zagrożenie zdrowia (psa i właściciela) związane z próbami siłowego pacyfikowania psa przez osoby niedoświadczone.

Mówiąc krótko – myślcie oglądając, znajdźcie specjalistę (na żywo, nie w telewizorze) kiedy macie problem i nie róbcie tego w domu (jak zresztą, przynajmniej w pierwszych sezonach informował komunikat na końcu programu!).


PS. A wiecie czego tak naprawdę nie lubię najbardziej w tych programach? Przyznaję, nie jestem na bieżąco z nowymi sezonami, ale prawdziwe zgrzytanie zębów i podwyższone ciśnienie zawsze wywoływało we mnie prowokowanie psów do ujawnienia zachowań agresywnych (nieraz doprowadzanie psów do ostateczności). Myślę, że to jest właśnie główny problem SHOW – musi być spektakularnie. A szybko i spektakularnie to jeszcze nie musi być dobrze. Oczywiście nie pochwalam mydlenia oczu ludziom metodami nieskutecznymi i przetrzymywania ich latami na kursach, szkoleniach i kolejnych konsultacjach, ale to chyba również osobny temat…

Cesar Millan cz.1

Cesar Millan to niewątpliwie najbardziej kontrowersyjna postać psiego światka w ostatnich latach. Jego programy i książki cieszą się gigantyczną popularnością, a mnóstwo trenerów na całym świecie zajmuje się tłumaczeniem klientom dlaczego to, co widzą w telewizji nie zawsze jest prawdą i nie zawsze jest dobre. Sama wiele razy zabierałam głos w podobnych dyskusjach, starając się przy tym zachować obiektywizm. W końcu zabrałam się za przeczytanie jednej z książek CM – „Zaklinacz psów”, żeby lepiej zrozumieć, dlaczego pokazuje to, co pokazuje. Przyznam, że lektura wprowadziła mnie w niemałe zakłopotanie. O ile obejrzane programy mocno mnie raziły, o tyle książka sprawiła mi problem. Wiele stwierdzeń w niej zawartych wydaje mi się bardzo prawdziwych, a jednocześnie wyciągane przez CM wnioski i stosowane metody nadal są dla mnie nie do przyjęcia. Chciałabym się więc przyjrzeć (możliwie skrótowo, bo wnikliwych analiz metod Cesara napisano już bardzo wiele) zarówno jasnym, jak i ciemnym stronom zaleceń „Zaklinacza”.
Na przekór krytykanctwu zacznijmy od pozytywów:

Naszym zadaniem jest zaspokojenia psich potrzeb.
Zarówno w książce, jak w programie, wielokrotnie możemy usłyszeć o konieczności zapewnienia psu ruchu i aktywności umysłowej. W swojej książce Cesar zaleca minimum 1,5 godziny spaceru dziennie (w zależności od rasy i kondycji danego psa). Pozostaje się pod tym podpisać.

Nasza „energia” i asertywność ma znaczenie.
Chociaż mistyczny język, bazujący na stwierdzeniach o równowagi energii we wszechświecie, nie jest mi zbyt bliski, stwierdzenie, że nasz „stan umysłu” oddziałuje na inne stworzenia jest trudne do podważenia. Również asertywność (rozumiana jako postępowanie niekrzywdzące ani siebie ani innych, czyli jako alternatywa dla agresji i uległości) jest bardzo ważną sprawą, nie tylko w relacjach z psami. Znając granice swoje i drugiej strony, można zaplanować postępowanie w sensowny, konstruktywny sposób.

Mamy wpływ na zachowanie psa.
Chciałoby się rzecz – oczywista oczywistość. Podstawa życia z psem, chociaż warto pamiętać, że to stwierdzenie można również odwrócić – zależność jest wzajemna.

Wybór psa nie może być przypadkowy.
Cesar podkreśla znaczenie dopasowania psa (zarówno rasy, jak i indywidualnego charakteru) do trybu życia i „poziomu energii” właściciela. Jeśli „poziom energii” nazwiemy temperamentem – zgadzam się w pełni.

Życie w mieście sprawia psom problemy i trzeba im je ułatwiać.
Zarówno życie w zamknięciu, jak nadmierne przegęszczenie psów w publicznych parkach plus ruch uliczny, hałas itp., nie wpływają dobrze na samopoczucie psów. Oczywiście pies, który ma zaspokojone potrzeby i jest oswojony z warunkami miejskimi, może wieść w mieście szczęśliwe życie.  Nie pomaga mu w tym jednak wylegiwanie się 24/7 na kanapie, ubieranie w szeleszczące falbanki, noszenie na rękach, ani w torebce, co Cesar słusznie wypomina wielu Amerykanom.

Dotyk jest dla psów ważny, psy potrzebują czułości.
Trudno zaprzeczyć.

Nadmierne okazywanie emocji w obecności psa, może prowadzić do problemów z jego zachowaniem.
Rzeczywiście. Zarówno nadmierna ekscytacja, jak złość udziela się psu. Można go też w ten sposób przestraszyć.

Język emocji jest uniwersalny i zrozumiały dla wszystkich zwierząt, włącznie z ludźmi.
Prawda.

Nadmierne użalanie się nad psem/dzieckiem, kiedy coś niegroźnego się wydarzy, uczy okazywać lęk i przejmować się drobiazgami.
Bardzo ważne stwierdzenie. Jest wiele sytuacji, w których pies otrzepałby się i zajął innymi sprawami, gdyby nie histeria właściciela, dająca psu do zrozumienia, że stało się coś strasznego i w przyszłości należy zwracać na to uwagę oraz silnie przeżywać.

Powinniśmy poznać mowę ciała psów.
Tak, tak, tak! Wprawdzie tutaj pojawi się kilka „ale”, jednak z samym stwierdzeniem zgadzam się całkowicie.

Psy żyjące na farmach/biegające po wsi są szczęśliwe i zrównoważone.
O ile tylko nie doskwiera im głód, choroby i agresja ze strony ludzi – jak najbardziej.

Zrównoważona grupa psów ma działanie terapeutyczne i pomaga w rehabilitacji psów z problemami.
Oczywiście można by tutaj dyskutować co znaczy „zrównoważony” i jak powinna przebiegać terapia w poszczególnych przypadkach, jednak generalnie trudno się z tym nie zgodzić. Prawidłowo komunikujące się psy są w stanie dużo lepiej i skuteczniej oddziaływać na zaburzone zwierzę, niż zrobiłby to człowiek. Ważne jest odpowiednie dobranie psów „terapeutycznych” do danego przypadku, ale najogólniej mówiąc – jest to ogromna pomoc w rehabilitacji psich problemów

Jak widać, Cesar darzy psy sympatią, a w swojej książce zawarł wiele pożytecznych i zdroworozsądkowych stwierdzeń. Niestety – jest też druga strona medalu, o której za chwilę.  Po lekturze odniosłam wrażenie, że większość kontrowersyjnych, a w moim odczuciu – szkodliwych, pomysłów „Zaklinacza” bierze się z niewiedzy lub też błędnego wnioskowania, a nie chęci wyrządzenia psu krzywdy. Chociaż wiedza o psychice psów ciągle się rozwija i jesteśmy zmuszeni do stałego aktualizowania informacji, pewnie metody Cesara stoją w sprzeczności z tym, co udało się już dość dobrze zbadać i potwierdzić. Millan sam zaznacza, że jest samoukiem, o czym mówi z pewną dumą. Dla odbiorców powinna to być jednak informacja budząca pewną ostrożność. Oczywiście, można zdobyć dużą wiedzę samodzielnie, jednak to dyskusje i spotkania z autorytetami pozwalają swoje poglądy i interpretacje weryfikować. Czytając „Zaklinacza psów” można odnieść wrażenie, że autor przedstawia prawdy niepodważalne – i to właśnie budzi moją największą wątpliwość.

(powyższy fragment tekstu napisany we wrześniu 2015 i pewnie w końcu doczeka się ciągu dalszego. Chciałabym więc tutaj zaznaczyć tylko, że nie zalecam kopiowania pomysłów podejrzanych w jego programie oraz zachęcić do przeczytania kolejnego wpisu, w którym spróbuję wyjaśnić dlaczego). 

niedziela, 12 lutego 2017

Dobrostan - z czym to się je?

Jako, że na rynku pojawia się coraz więcej szkoleń z zakresu dobrostanu, skierowanych do właścicieli psów, warto przybliżyć, czym tenże dobrostan jest. Leniwych zapraszam do przewijania, na końcu tekstu jest krótkie podsumowanie :)

Dobrostan to pojęcie z pogranicza kilku dziedzin: etologii, biologii, psychologii, ekonomii i socjologii.  Nie jest ono jednoznacznie definiowane, dlatego chciałabym się przyjrzeć kilku kluczowym zagadnieniom, które mogą nas zbliżyć do zrozumienia, w jaki sposób i po co powinniśmy określić standardy utrzymania zwierząt i postępowania z nimi.

Historycznie pierwsza spójna definicja dobrostanu została zawarta w raporcie powołanej do tego celu komisji Brambella w 1965 roku, jako „szerokie pojęcie, obejmujące zarówno fizyczne, jak i psychiczne dobre samopoczucie zwierzęcia”.  Ponieważ na niej bazują liczne regulacje prawne związane z zasadami utrzymania zwierząt gospodarskich, warto zapoznać się z zawartymi w niej „Pięcioma Wolnościami”:

1.     Wolność od głodu, pragnienia lub nieodpowiedniego pożywienia
2.     Wolność od termicznego i fizycznego dyskomfortu
3.     Wolność od urazów i chorób
4.     Wolność od strachu i przewlekłego stresu
5.     Wolność do manifestowania normalnego, typowego dla gatunku repertuaru zachowań.

Jak widać, definicja dobrostanu obejmuje wiele aspektów funkcjonowania zwierzęcia, jednak opisuje je w bardzo pojemnych kategoriach.  Jest to jedynie baza do bardziej szczegółowych zaleceń.  Inne, późniejsze definicje nawiązują do powyższych podpunktów, doprecyzowując je lub nieznacznie korygując.  Przytoczę więc tylko te ich fragmenty, które wnoszą coś nowego.  Trzeba pamiętać, że badania nad umysłowością i biologią zwierząt są ciągle w toku, a każde nowe doniesienie pozwala na lepsze zrozumienie funkcjonowania organizmów innych, niż ludzki.

Dobrostan był często przez naukowców nazywany „stanem fizycznej i psychologicznej harmonii zwierzęcia – zarówno wewnętrznej, jak i z otaczającym je środowiskiem”.  Harmonia, czy inaczej równowaga oznacza tu utrzymanie organizmu w stanie optymalnym (najkorzystniejszym w danych warunkach) do funkcjonowania i rozwoju.  Można też powiedzieć,  pojęcie dobrostanu odnosi się do sytuacji, w której zwierzę ma możliwość radzenia sobie poznawczo (umysłowo), emocjonalnie i na poziomie zachowań ze środowiskiem fizycznym i społecznym, w którym się znajduje.  Dodatkowo musimy mieć na uwadze odczucia zwierzęcia, których wprawdzie nie znamy bezpośrednio, jednak możemy o nich wnioskować na podstawie określonych zachowań, czy stanów fizjologicznych.  

Najprościej byłoby stwierdzić, że utrzymanie zwierzęcia w warunkach dobrostanu oznacza minimalizację cierpienia (które najłatwiej zmierzyć przez poziom stresu) przy jednoczesnej maksymalizacji przyjemności. Trzeba jednak pamiętać, że stres, który nie jest nadmierny, ani chroniczny, jest całkowicie normalny dla wszystkich organizmów żywych.  Równie ważne jest to, że warunki cieplarniane rzadko są tożsame z komfortowymi.  Podstawową zasadą jest umożliwienie zwierzęciu radzenia sobie z tym, co go spotyka.  Możemy to zapewnić jedynie dbając zarówno o warunki fizyczne (np. odpowiednie dla gatunku schronienie), jak o odpowiednią opiekę, czy też socjalizację oraz naukę, które dostarczają zwierzęciu kompetencji emocjonalnych, społecznych i poznawczych.  Dlatego też w praktyce określenie poziomu dobrostanu wymaga bardzo dobrej znajomości danego gatunku i konkretnego zwierzęcia.  Dla przykładu królik poradzi sobie z poczuciem zagrożenia, kiedy będzie mógł schronić się do kryjówki, zaś koń będzie dobrze radził sobie z zaspokajaniem głodu, jeśli będzie miał możliwość pobierania pokarmu niemal przez całą dobę.  Tabela 1 pokazuje bardziej szczegółowo to, co wynika z zaleceń komisji Brambella.  Każdorazowo w interpretacji wymienionych czynników musimy brać pod uwagę specyfikę gatunku oraz stan fizyczny i psychiczny danego zwierzęcia.

Tabela 1. Zasady i kryteria dobrostanu.

Zasady
Kryteria dobrostanu
Odpowiednie żywienie
1. brak długotrwałego głodu

2. brak długotrwałego pragnienia
Odpowiednie schronienie
3. komfort odpoczynku

4. komfort termiczny

5. łatwość poruszania się
Dobre zdrowie
6. brak skaleczeń

7. brak chorób

8. niedoznawanie bólu podczas procedur
Właściwe zachowania
9. przejawianie zachowań społecznych

10. przejawianie innych zachowań

11. dobre relacje z ludźmi
12. pozytywny stan emocjonalny


Źródło: Blokhuis H.J., Veissier I., Miele M., Jones B. (2010). The Welfare Quality® project and beyond: Safeguarding farm animal well-being.







Dobrostan w pigułce:
Dobrostan oznacza dobre fizyczne i psychiczne samopoczucie.
Warunki, które zapewniamy zwierzęciu muszą być dostosowane do jego potrzeb, zależnych od gatunku, wieku, stanu zdrowia itp.
Obniżony poziom dobrostanu skutkuje zaburzeniami zachowania (w tym nadmierną agresywnością) oraz chorobami i skróceniem długości życia.
Najważniejsza dla wszystkich zwierząt jest możliwość radzenia sobie z tym, co je spotyka. Oznacza to, że zwierzę jest w stanie schronić się przed tym, co je niepokoi, zaspokoić głód, pragnienie, ciekawość, ma możliwość ruchu i kontaktu z innymi osobnikami własnego gatunku (w przypadku zwierząt społecznych).

Jak zapewnić zwierzęciu dobrostan?
·       Poznać potrzeby danego gatunku
·       Odpowiednio do potrzeb zapewnić wodę i pożywienie
·       Zapewnić schronienie zbliżone do tego, z jakiego zwierzę korzystałoby w naturze
·       W przypadku gatunków społecznych – zapewnić towarzystwo innych zwierząt tego samego gatunku
·       Dopasować temperaturę i wilgotność otoczenia do potrzeb zwierzęcia
·       Umożliwić ruch, zabawę i możliwość zwiedzania otoczenia (!) w bezpiecznych warunkach
·       Uchronić zwierzę przed bólem, okaleczeniem i cierpieniem
·       Zapewnić natychmiastową pomoc weterynaryjną w razie potrzeby

Po czym poznać, że zwierzę jest szczęśliwe?
·       ma apetyt
·       jest ciekawskie
·       jest zdrowe fizycznie
·       zachowuje się w sposób typowy dla gatunku
·       w przypadku gatunków dawno udomowionych (np. pies, koń, kot) – chętnie nawiązuje kontakt z człowiekiem



25.02.2014, Dog Mind

piątek, 3 lutego 2017

Jaki pan, taki pies, czyli puzzlowa teoria dobrego psa.

Zastanawialiście się kiedyś, co cechuje psa idealnego?

Dla mnie pies, z którym pracuje się przyjemnie, to pies, który rozumie swoje zadanie, potrafi i chce je wykonać. Brak dowolnego puzzla psuje całą układankę.

Co, kiedy pies chce i umie wykonać zadanie, ale go nie rozumie? Czy poradzi sobie z samodzielnym dostosowaniem zachowania do sytuacji? Czy brak równowagi między chęcią a myśleniem umożliwi wykorzystanie umiejętności w prawdziwym życiu? A co, kiedy pies nie rozumie, czego chce od niego właściciel? Jak zareaguje na frustrację związaną z niejasnymi oczekiwaniami? Jak wpływa na relację próba egzekwowania czegoś, co jest dla psa kompletnie niezrozumiałe? Co zrobi pies następnym razem, jeśli nie dostał żadnej informacji, czy robi dobrze, czy źle?

Co, kiedy pies umie i rozumie zadanie, ale nie ma ochoty go realizować? Czy damy radę go przekonać, kiedy będzie to naprawdę potrzebne? Czy odmowa współpracy nie skończy się tragicznie (historia zna takie przypadki...)?

Co, kiedy pies chce wykonać zadanie i rozumie zasady współpracy, ale nie umie wykonać konkretnego elementu? Czy ten element nie okaże się kluczowy? Czy luka w obrazie zadania, jaki pies ma w głowie, nie doprowadzi do frustracji i zniechęcenia? Czy popełniane błędy nie popsują dotychczasowej pracy?


Te i podobne pytania rodzą się, kiedy tylko uczestnicy psich szkoleń wychodzą poza plac treningowy. Zawsze wtedy, kiedy ćwiczenia/polecenia zderzają się z prawdziwym życiem, ale też wtedy, kiedy pies ma wykazać się samodzielnością - chociażby w tropieniu użytkowym (nawet rekreacyjnym). Dlatego nie wierzę, że życie z psem można ułożyć sobie na treningu. Treningi są ważne, ale to tylko niewielki fragment psio-ludzkiej rzeczywistości!

Wychodzę z założenia, że wiele zachowań i zwyczajów psów ma źródło w zachowaniach i zwyczajach właścicieli. Właśnie dlatego pracę zaczynam u podstaw.


Podczas, gdy w czasie zajęć z psami ćwiczymy konkretne umiejętności, na warsztatach z cyklu "Jaki pan, taki pies", dążymy do zrozumienia tego, co właściwie robimy z psami na treningach i na co dzień. Każde zajęcia koncentrują się na jednym z trzech "puzzli".

Nie wystarczy wiedzieć co robić z psem - tylko rozumiejąc jak i dlaczego to robimy, możemy być skuteczni i czerpać przyjemność z ćwiczeń.


To od przewodnika płyną do psa informacje - wskazówki do nauki, oczekiwania, informacje zwrotne, zachęty, pochwały... To świadomy przewodnik buduje dobrego psa.

Nadmierne pobudzenie u psa.

"Mój pies jest nadmiernie pobudzony. Często próbuje kopulować z moją nogą, różnymi przedmiotami w domu, obskakuje gości. Czy próbuje mnie zdominować? Jak oduczyć go tego zachowania?"

Nadmierna pobudliwość może mieć bardzo wiele przyczyn, dlatego problem wymaga zwykle dokładnej analizy przypadku i opracowania planu terapii dobranej indywidualnie do danego psa.

Chciałabym rozważyć kilka najbardziej typowych możliwości, co może być pomocne w dokładniejszym określeniu problemu i podjęciu przez właścicieli pewnych działań zaradczych.

Na wstępie warto odrzucić popularny mit: "pies mnie dominuje". W tej interpretacji musielibyśmy przyjąć założenia, które - z punktu widzenia współczesnego poziomu wiedzy - nie są prawdziwe, a mianowicie: 1. pies tworzy z ludźmi stado, 2. hierarchia w stadzie jest ustalana na zasadzie dominacji, czyli siłowego narzucania władzy, 3. wysoka pozycja w stadzie wiąże się z możliwością rozrodu, 4. zachowania kopulacyjne są zawsze związane z prokreacją.

Wyjaśnijmy: ad.1. stado to grupa jednego gatunku, ad.2. relacje w grupach psowatych są znacznie bardziej skomplikowane i często określane sytuacyjnie, ad.3. psy w przeciwieństwie do wilków nie są monogamiczne i w swoich grupach rozmnażają się swobodnie, bez względu na pozycję w grupie, ad.4. nawet najbardziej podstawowe i instynktowne zachowania mogą wystąpić w sytuacji, w której są zupełnie nieadekwatne, chociażby w przypadku konfliktu popędów.

Skoro obskakiwanie ludzi nie jest dążeniem do władzy, to czym może być?

Nadmierne pobudzenie świadczy o problemie emocjonalnym. Z reguły pies zaczyna kopulować w sytuacjach mocno emocjonujących - np kiedy nowe osoby wchodzą do domu, kiedy właściciela długo nie było, kiedy psa wyprowadza kto inny niż zwykle lub kiedy np zamyka się psa w kojcu po ekscytującym spacerze. Czasami nadmiar emocji wiąże się ze sposobem i częstotliwością treningów z psem.

Zawsze należy sprawdzić stan zdrowia psa! Po pierwsze, badania mogą wykazać problem zdrowotny (chociażby zaburzenia hormonalne), po drugie - może się okazać, że pies jest rozdrażniony i pobudzony bo zwyczajnie coś go boli czy swędzi.

Zachowania takie jak: kopulowanie z czym popadnie, ciągłe dyszenie, nadmierna ruchliwość mogą (ale nie muszą) być powiązane z nadmiarem testosteronu. Często pierwszym pomysłem, który się pojawia jest kastracja. Trzeba to jednak poważnie przeanalizować, ponieważ jest to zabieg nieodwracalny. Dobrą alternatywą wydaje się kastracja chemiczna, która polega na założeniu psu implantu hormonalnego, a jej skutki są odwracalne. Kastracja nie wydaje się dobrym pomysłem w przypadku psów lękliwych - ich problemy mogą się jeszcze pogłębić, jako, że testosteron dodaje pewności siebie. Niektóre psy mogą na kastrację reagować apatią, dlatego warto sprawdzić, czy zabieg pomoże, decydując się na implant.

Jeśli pobudzenie występuje w reakcji na suki w cieczce, trudno mówić o patologii. Nadal jednak warto się zastanowić jak ulżyć sobie i psu. Bardzo istotne jest też, czy i jak szybko pies potrafi się wyciszyć po pobudzeniu się.

Co można zrobić?
- zadbać o odpowiednią aktywność (dużo swobodnego zwiedzania otoczenia, zabawy węchowe itp. zamiast intensywnych szkoleń albo gonitw z innymi psami)
- częstować psa gryzakami, ponieważ żucie pomaga wyciszyć emocje
- panować nad własnymi emocjami w kontakcie z psem, ponieważ nasza nerwowość z łatwością "zarazi" psa
- starannie dobierać towarzyszy spacerów. Kontakt ze zrównoważonymi psami potrafi czasem czynić cuda, w przeciwieństwie do spacerów przepełnionych sprzeczkami.
- przyjrzeć się dokładnie diecie psa i rozważyć jej zmianę wraz ze specjalistą.

Dodatkowo można zapoznać się z ofertą dostępnych na rynku feromonów, mających na celu zmniejszenie psiego stresu i wybrać coś dla swojego pupila.

Uwaga na karcenie!
Próba wyeliminowania samego zachowania, bez eliminacji przyczyn może prowadzić do pogłębienia problemu.

W trudniejszych przypadkach, PO KONSULTACJI Z LEKARZEM I BEHAWIORYSTĄ, konieczne może okazać się wprowadzenie leków.

Jak zapobiegać?
To zadanie dla właścicieli szczeniąt!
Nie tylko hormony i inne zaburzenia mogą prowadzić do nadpobudliwości. Równie wielki wpływ mają doświadczenia psa, z których najważniejsze są te w okresie socjalizacji.
Psy izolowane w szczenięctwie bardzo często mają problemy z nadmiernym pobudzeniem.

Warto zainwestować w pierwszych kilka miesięcy życia psa swój czas i świadomą pracę (i nie mam tu na myśli szkolenia, lecz dostarczanie psu właściwych doświadczeń), by móc cieszyć się towarzystwem stabilnego psychicznie lecz niepozbawionego wigoru dorosłego psa.

Dog Mind, 2014

Blogowanie - czas start! :)

Jako, że sporo się u nas dzieje, postanowiliśmy uruchomić bloga, który z jednej strony będzie pełnił funkcję aktualności, z drugiej - pomoże nam dotrzeć z pewnymi pomysłami i wiedzą do szerszego grona, niż tylko uczestnicy naszych kursów :)

Na razie wygląd tymczasowy - będziemy nad nim pracować w wolnej chwili, prosimy o cierpliwość.

Pozdrawiamy serdecznie,

Zespół Centrum Edukacji Kynologicznej Dog Mind